Co zabrać ze sobą w góry?

Tu jest moja lista wyposażenia w trasę. Może komuś się przyda. Jeśli uważasz, że czegoś na mojej liście brakuje – daj znać.

W góry zabieram:

  • mapę tradycyjna – przydaje się gdy nie ma zasięgu i aplikacja z mapą w telefonie nie działa. Poza tym, ja wolę planować trasy, korzystając z tradycyjnej mapy. Najwięcej mam laminowanych map, po których mogę pisać mazakiem i potem ścierać. Mapy kupuje w księgarni podróżniczej arttravel.pl. Natomiast mapa w aplikacji przydaje się gdy np. szlak jest źle oznaczony i chwilowo się zgubiłam, albo gdy idę już całkiem po ciemku i muszę zlokalizować schronisko. Wtedy staje się wielką fanką aplikacji i na mapę tradycyjną nawet nie zerkam,
  • naładowaną komórkę i naładowanego powerbanka z kabelkiem😉
  • miniapteczkę – moja apteczka zawiera:
    • dobrej jakości plastry – ja zabieram wodoodporne i tzw „druga skórę”,
    • maść i tabletki przeciwbólowe,
    • coś na odstraszania owadów -chociaż rzadko używam.
    • folię NRC,
    • zabieram też jakiś lek na alergie (źle znoszę ugryzienia os i pszczół)
    • chusteczki wilgotne.
      to wszystko na wszelki wypadek – to nic, że to coś tam waży i zwykle nawet jej nie otwieram. Ale wolę ją mieć. Na wszelki wypadek.
  • kurtkę, jakiś polarek lub bluzę – pogoda zmienna jest:)
  • pelerynę od deszczu. Wiele lat chodziłam w kurtce „górskiej”ale od jakiegoś czasu zabieram pelerynę, i sobie chwalę, bo dzięki temu mój plecak nie moknie. Owszem, chwilami wyglądam jak wielki nietoperz:) ale najważniejsze ze peleryna jest długa i nie cieknie mi po nogach. Oczywiście, peleryna nie wyklucza kurtki np. jesienią. Mam to i to;)
  • stuptuty – od wielu, wielu lat je zabieram, Są idealne, gdy leje deszcz, albo gdy zapadam się po kolana w śnieg. Chronią świetnie od tego by do butów się nie wlewała woda.
  • kijki – od kilku lat chodzę z kijami. Doceniam je zwłaszcza tam gdzie jest ślisko. Fajnie odciążają kręgosłup. Moje kijki to najtańsze z popularnego sklepu sportowego. Narazie mnie nie zawiodły.
  • plecak – od lat chodzę ze archeoplecakiem CAMPUSA. Zdarza mi się, że ludzie na szlaku mnie zatrzymują i pytają czy firma CAMPUS jeszcze istnieje. HAHA.. Albo zaczynające opowieści o tym, ze oni mieli CAMPUSA, gdy pierwszy raz wybierali się w góry. Po prostu nie mogę rozstać się z tym plecakiem, bo tyle rzeczy sama w nim dorobiłam, ze nowe ze sklepów nie są w stanie rywalizować. Marzy mi się zamiana, bo mój jest sam w sobie ciężki i intensywnie szukam.. może kiedyś znajdę mój ma 35 litrów – idealne na tygodniowe wędrówki od schroniska do schroniska, trochę za duży na jednodniowe wypady.
    Do plecaka doszyłam sobie haczyki (takie od smyczy, ale haczyk można kupić w sklepie pasmanteryjnym). Dość często na forach górskich można przeczytać, ze ktoś zgubił lub znalazł kluczyki od auta czy domu. Ja swoje kluczyki przypinam. haczyk jest przyszyty wewnątrz kieszonki w plecaku. Chodzi o to by nie wypadły, mi one gdy wyjmuję coś z kieszeni. Nie chcę swoich kluczy szukać po nocy, ani pisać na FB „gdzie są moje klucze”
  • czołówkę! – tak tak… u mnie to standardowe wyposażenie, lubię długie trasy i lubię leniwe podziwianie widoków na szczycie, wiec zdarza mi się notoryczne, schodzenie po ciemku. Moja czołówka – ma 400 lumenów, i ma 3 światła – długie, krótkie i czerwone;) i jeszcze opcje że światło mruga. Ale oprócz czołówki mam jeszcze taką lampeczkę co mruga (ze sklepu z gadżetami za 4 złote), gdy wracam po ciemku, wole mieć coś na tyle plecaka, co by a) zwierzęta wiedzieć ze idę, b) kierowcy samochodów widzieli mnie z daleka. Chociaż dla nich też mam odblaski przy plecaku.. A dla zwierząt, gwizdek:p -ale to inna historia:p Tak, czy inaczej – czołówki nie wyjmuję z plecaka, nawet jeśli nie planuje dłuższej trasy. Bo ileż ona waży;-)
  • rękawiczki – często mam je nawet poza późną jesienią. Przydają się gdy wieje zimny wiatr, lub pada deszcz. Jak wyjeżdżam latem, tez je mam. Najwyżej nie noszę w plecaku i leżą w aucie.
  • raczki – od późnej jesieni do później wiosny. Nie pytam, na FB „czy zabrać raczki” zbieram. Ile one ważą?? plecy mi nie odpada od nich, a zawsze bezpieczniej. Chociaż znaczyłam się tego na własnej skórze, bo mam za sobą wyprawę w góry bez nich. Jednego dnia, szlaki piękne nieoblodzone.. a nawet śniegu ani grama.. następnego dnia, kolejny szczyt – cały w lodzie i śniegu. Niespodzianka!
  • wygodne buty. Przez wiele lat chodziłam w butach z popularnego sklepu sportowego. Ale włamano mi się do auta i je ukradziono. Wiec, w tym roku najpierw kupiłam ponownie buty w tym sklepie, ale okazało się że nie wytrzymują tyle deszczu co było napisane, wiec zainwestowałam w lepsze, skórzane buty. .. i okazało się, że gdy pojechałam w Bieszczady i temperatura przekraczała ponad 30 stopni. Wymiękłam. Skończyło się, że chodziłam w butach do traila. Ale buty trzeba dostosować do terenu, temperatury, pogody;-) Wiec, u mnie w latem 2022 – gdy realizowałam projekt Tysieczniki Bieszczadów i Korona Bieszczadów były i trekkingowe i traile w użyciu. Ale buty trzeba też dostosować do gór, co innego biegać po Bieszczadach, czy Karkonoszach, a co innego po Tatrach.
  • skarpetki na zmianę – czasami na dłużej trasie zmieniam dla komfortu,czasami zdarzają się jakieś przygody – np. deszcz (oberwanie chmury) a ja nie zdążę założyć stuptutów i mi się woda naleje do butów.
  • papier toaletowy + torebkę – nie ma co ukrywać, natura jest tylko naturą. Ale uwaga: nie należy zużytego papieru zostawiać na szlaku. Można:
    a) zakopać – w ziemi lub ściółce – jeśli jest taka możliwość, wiadomo w skale ciężko rzeźbić;-) Przy zakopywaniu używam swoich kijków trekkingowych;-)
    b) włożyć do foliowej torebki i wyrzucić na dole, po zejściu z gór do WC np. w kwaterze lub sanitariatach na polu namiotowym.
  • picie i jedzenie plus coś słodkiego;-) To nic, ze potem planujecie iść na obiad czy obiado-kolacje zabierz coś ze sobą;-) w góry. Ile jedzenia i picia? a to zależy, na jaką długą trasę idziecie i jaka jest pogoda 🙂
    • Jako picie: wodę. Słodkie soki, nie pomagają, pić się chce więcej po nich. Czasami zapasy wody uzupełniam w źródłach. Ale one a) czasami zanikają b) czasami są zanieczyszczone przez pato-turystów. Wiec, nie mogę na nie liczyć w 100%.
    • czasami w upadły izotoniki i minerały.
    • Jedzenie – ja należę do tych leniwców, którzy nie robią kanapek na drogę. Wrzucam bułki lub inne pieczywo, oraz pastę warzywną do plecaka, czasami pomidora (w kubku co by nie zamienił się w pastę pomidorową) oraz nóż – i w drogę. Jak zgłodnieje – zrobię sobie kanapkę. Jako talerz – mapa turystyczna (laminowana).
  • kubek Znów mnie wzywa szlak!. przydaje się do zbierania jagód, jeżyn i wody ze źródeł. Przydaje się, gdy w schronisku korzystam z wrzątku, i mogę napić się ciepłej herbaty czy kawy („po taniości”, czyli nie cenie ze schroniska.. pieniądze i tak wydam:p na przypinkę lub magnes – wiec, słabe ze mnie skąpiradło;p)
  • nóż składany. Ale to ze względu na to, że nie robię kanapek na drogę, tylko robię je na szlaku;-) Wiec, Ty nie musisz:p
  • termos z gorącą herbatą lub kawą – jeśli pogoda jest taka sobie oraz od jesieni do wiosny . Nie ma nic lepszego niż coś gorącego w zimny i/lub mokry dzień.
  • niektórzy biorą jeszcze podkładkę pod pupę, ja gdy jest mokro, siadam na mapie.
  • gotówkę😉 na co dzień płacę kartą, wiec, muszę pamiętać o tym że nie wszędzie można płacić kartą. Więc, dopisuje do listy:)
  • worek lub torebkę na śmieci. Trzeba przecież zabrać wszystkie resztki jedzenia, czy opakowania po batoniku, czy skórkę po bananie.
  • DUŻO DOBREGO NASTAWIENIA góry są fajne. i basta:)

AHA: jeśli wybierasz się w Tatry: to kask – wiadomo kamyki i skałki, i patrz na trasy, czy to trekking, czy ferraty – tu wymagane jest inne przygotowanie. I moja lista raczej będzie dziurawa jak szwajcarski ser.

Czy dodasz coś od siebie do tej listy? https://www.facebook.com/wiolettawpodrozypl/

Wędrówka po górach z nocowaniem w schroniskach

Oczywiście gdy wędruje od schroniska do schroniska (i tam nocuje) do plecaka dorzucam jeszcze parę innych rzeczy:

  • jedzenie, np.
    • poporcjowaną owsiankę – zalewam wrzątkiem i mam śniadanko:) – zwykle wychodzę ze schroniska zanim wstanie obsługa;-) do owsianki mam ze sobą jakiś pojemnik – który np służy do ochrony w plecaku pomidora, by nie zamienił się w ketchup. Nie nosze ze sobą zastawy stołowej ale mam:
      • nóż
      • widelczyk
      • łyżkę
      • uniwersalny pojemnik w którym mogę zrobić zupkę chińską, owsiankę etc.
    • kawa, herbata, cukier i oczywiście mam też kubek:)
    • jakiś chlebek, pasta do chleba, jakieś warzywo, jabłka (czemu one tyle ważą!?)
    • „chińska zupka” – na wypadek gdym do schroniska trafiła już tak późno, że nie załapię się na „pomidorową”.
  • mini kosmetyczkę – używam małych pojemniczków do kosmetyków, przelewam te których używam w domu, do mniejszych pojemników. To samo z kremem, czy balsamem. Mam też małą pastę do zębów, nie ma co dźwigać 100 ml;-)
  • ręcznik– używam z microfibry – zajmuje mało miejsca i spełnia swoją rolę.
  • ubranie na zmianę (skarpetki, bielizna, koszulki – tu sobie chwalę albo koszulki do biegania albo z merynosa, etc) – ale wersja mini. wiadomo, rewię mody i buty na obcasach zostawiam na inna okazje. A ubrania zajmują jednak sporo miejsca w plecaku.
  • klapki pod prysznic – przydają się też do chodzenia po schronisku – wiadomo, przecież nie będę brudzić swoimi trekkingowcami, pod którymi zgromadziłam błotoświata;-)
  • coś do spania – ważne, zwłaszcza, gdy śpię w pokoju wieloosobowym z „obcymi”;-)
  • kiedyś woziłam ze sobą jeszcze grzałkę, ale od jakiegoś czasu nie mam problemu z uzyskaniem wrzątku nawet w nocy w schronisku, wiec zrezygnowałam.

i pakując się, pamiętaj każdy gram się liczy;-)

A co zabieram ze sobą gdy jadę pod namiot?

tu moja lista nie jest zbyt długa, nie jestem wybitną minalistką, ale bez krzesteł, stołu i lodówki pod namiotem potrafię przeżyć;-) W końcu w namiocie to ja tylko śpię.

  • namiot – u mnie 2 osobowy Caleman.
    Gdy kupowałam brałam pod uwagę;
    • odporność na wodę
    • by była zintegrowana podłoga
    • i miał przedsionek (przecież gdzieś buty muszę trzymać)>
      niestety nie brałam po uwagę ciężaru. A jest dość słuszny 4,5 kg, dopóki wożę go autem – jest ok. Ale na wędrówki z namiotem na plecach – już się nie nadaje.
  • Mata do spania – samopompująca. Już myślę o jej wymianie – na mniejszą objętościowo. Bo do wędrówek z plecakiem i namiotem się nie nadaje. Za dużo miejsca zajmuje. Ale poza tym jest wygodna:-)
  • Śpiwór – moj jest do 11C. Kupiony w czasach, gdy nocowałam w nim w schroniskach, bo nie chciałam korzystać z pościeli (a kiedyś łóżka i pościel w schroniskach miały swoje drugie życie), Służy mi dobrze. Ale… bez kocyka się nie obędzie w chłodniejszą noc.
  • Koc – bo jestem zmarzlakiem;-)
  • koc piknikowy – ten kładę na podłogę namiotu – pełni rolę dywanu. Dzięki temu jest cieplutko i przyjemniej niż chodzenie po namiotowej podłodze.
  • gąbko-ściereczka – czasami trzeba wytrzeć podłogę namiotu, zanim się go spakuje (w domu i tak trzeba go rozłożyć i dosuszyć.. ale.. )
  • duża torba IKEA – przydaje się, gdy pakuje się w deszczu, wtedy wrzucam do torby, bo nie ma sensu kombinować jak spakować mokry namiot do jego małej torby.
  • kuchenka gazowa + zapałki/zapalniczka
  • akcesoria kuchenne:
    • zastawa kuchenna:
      • talerz – uniwersalny – i do jedzenia makaroniku i zupy
      • deska do krojenia
      • nóż, oraz sztućce do jedzenia
      • uniwersalny saganek do gotowania na kuchence gazowej (w razie czego pełni role patelni, albo gotuje w nim wodę na herbatę)
      • kubek
      • otwieracz do trunków 😉
    • inne rzeczy:
      • sól, cukier, ulubiona przyprawa
      • makaron i ryż
      • serek topiony, puszki np. z groszkiem, jakiś sos do makaronu, etc
      • inne rzeczy które mam ochotę jeść:-)
  • oświetlenie:
    • lampka która wisi w namiocie
    • czołówka – co by w nocy trafić do toalety (nie wyjmuje tej z plecaka, na kempingu wystarczy mi najtańszy egzemplarz)
  • ubrania
  • akcesoria łazienkowe +ręcznik z mikrofibry + klapki basenowe.

Masz pytania?

Pytaj https://www.facebook.com/wiolettawpodrozypl/

A jeśli podoba Ci się mój wpis, polub mój profil na FB

Zobacz też: Pierwszy raz w Bieszczadach?