RADOŚĆ PODRÓŻOWANIA

Wioletta w podróży
MazowieckiePodróżePuszcza Kampinoska

Maraton pieszy im. Andrzeja Zboińskiego w Puszczy Kampinoskiej 2023

W tym roku, czyli 2023 – miał miejsce 50 maraton pieszy im Andrzeja Zboińskiego.

Wiec, wyszło mi że przeszłam 50 km na 50 rocznice;) fajnie prawda? To mój drugi maraton 🙂

Początek – w tym roku start maratonu ma miejsce przy kamieniu upamiętniającą Andrzeja Zboińskiego.

Andrzej Zboiński – był założycielem i wieloletni Prezes Mazowieckiego Klubu Górskiego „MATRAGONA. Był organizatorem wielu wypraw górskich oraz właśnie maratonu po puszczy.

Ten maraton charakteryzuje się tym, że trasa nie jest oznaczona tak jak ma to miejsce w maratonach miejskich. Jest wyznaczona na mapce i każdy sam musi sobie prowadzić w terenie. Trochę jak wędrówki na orientacje. Można korzystać z mapy na telefonie (trzeba tylko pamiętać, że musi być do użytku offline, bo nie wszędzie łapie się zasięg). W trakcie maratonu nikt głośno nie kibicuje, nikt nie włącza głośno muzyki, etc. Każdy idzie po ciuchu, ew. rozmawiając półgłosem lub słuchając czegoś via słuchawki. Staramy się jak najmniej przeszkadzać mieszkańcom puszczy. To w końcu ich dom, a my jesteśmy mam nadzieję, że gośćmi, a nie intruzami.

Maraton jest organizowanych w kilku wersjach:

  • jest wersja „nocna” maratonu – chociaż w tym roku pierwsza grupa zaczynała marsz o 15tej, wiec jeszcze „za dnia”
  • jest wersja dzienna.
  • Jest też wersja maratonu – „biegowo-marszowa”.

Maraton jest organizowany w różnych dystansach.

  • 50 km
  • 75 km
  • 100 km
  • 125 km
  • 150 km

Wiec, dla każdego co innego. Aha. każdy dystans ma określony maksymalny czas w jakim można go pokonać. W końcu organizatorzy też muszą kiedyś iść do domu. np. dystans 50 km z godziną rozpoczęcia o 15:0 – max czas to 12 godzin, 100 km – 24 godziny, 150 km – 30 godzin.

Organizatorzy dzielą chętnych na grupy, wiec, nie wszystkie osoby zaczynają naraz. Co ma swoje plusy. Poza tym, ścieżki w Puszczy Kampinoskiej nie są tak szerokie jak reprezentacyjne ulice po których odbywają się biegi po mieście.

W maratonie nie chodzi tu o pierwsze czy drugie miejsce, ale o samo przejście. To jest sukcesem. Chociaż mi sprawiło frajdę to, że w tym roku maraton pokonałam szybciej niż w ubiegłym roku. Organizatorzy oczywiście liczą czas przejścia i liczą jeszcze jedną rzecz 🙂 łączną liczbę kilometrów i startów. Rekordzista przeszedł już w maratonie 4 tysiące kilometrów! gratulacje…

Na trasie maratonu są w punkty kontrolne, do których trzeba się zgłosić. Dostaje się pieczątkę na karcie startowej maratonu, jest oznaczenie też na liście. Trzeba tego pilnować, bo inaczej maraton nie będzie zaliczony. W tym roku, jeden z punktów był bardzo niefortunnie umieszczony, Nieco oddalony od trasy, przy cmentarzu. Z poziomu trasy, wyglądało to tak jak by ktoś zapalił znicze przy cmentarzu. Bo lampeczki które stały na stoliku komisji, właśnie tak wyglądały z daleka… dobrze, że ktoś się w punkcie kontrolnym odezwał, bo inaczej byłby „smuteczek”.

W punktach kontroli znajdują się pojemniki z wodą, można się napić (są kubki jednorazowe) oraz uzupełnić swoją butelkę wodą. Wiec, nie trzeba mieć wody na całość trasy. Ale trzeba pamiętać, ze na trasie nikt wody, czy jakiś bananów nie rozdaje. Tylko woda na check-pointach. A na mecie w tym roku była herbata, kawa, ciasteczka i banany, dopiero na 50 km. Wiec, jeśli wybierasz się za rok, przygotuj sobie prowiant:)

To co było bardzo fajne, to to że organizatorzy zapewnili autokar powrotny, który dowozi do metra w Warszawie. W tym roku, był on bezpłatny.
(W ubiegłym roku, autokar też był – ale trzeba było go opłacić).

Mój maraton

Swój maraton zaczęłam o 15tej. Duża grupa ludzi ustawiła się karnie w kolejce do „odhaczenia” przybycia. A o 15:00 rozpoczął się marsz. Bardzo szybko grupa rozciąga się jak wąż. Było kilku szybkich zawodników, była grupa wolniejsza.

W takcie marszu od czasu do czasu spotyka się osoby, z którymi zamienia się czasami kilka słów, czasami rozmawia kilka godzin. Tak, wiec osoby które się wstrzymują przed uczestnictwem w maratonie, bo nie mają z kim iść, nie muszą się martwic. Wystarczy moment by znaleźć kogoś do rozmowy, na chwilkę lub kilka, kilkanaście kilometrów.

Ja jak się przekonałam w ubiegłym roku, w czasie maratonu, jestem zasilana na rozmowę 😉 Wiec, wszystkim przemiłym panom dziękuję rozmowę. Nie miałam okazji poznać imion i osobiście podziękować, Wiec, dziękuję teraz. O dwóch Panach wspomnę, bo ich kondycja i wiek budzi we mnie podziw i jak zwykle przy takiej okazji szepcze sobie słowa motywacyjne, że jak będę w ich wieku też tak chcę! Ale narazie muszę zadowolić się 50 km bo do emerytury daleko:p

W tym roku miałam okazję m.in. poznać na maratonie Pana Andrzeja, który jest pomysłodawcą oraz organizatorem maratonu KIERAT, sporo kilometrów zrobiliśmy 😉 Właściwie to szliśmy pewnie ze 20 albo i więcej kilometrów. Pan Andrzej szedł 125 km i dotarł do swojej mety. Ogromne gratulacje i jeśli się nie mylę, to był to jego 19-ty udział w tym maratonie.

Miałam też okazję powędrować z panem Jędrzejem (lat: 77), który przeszedł już w tym maratonie 2 tyś kilometrów (za co otrzymał stosowny medal). Pan Jędrzej zajął 2 gie miejsce w czasie dotarcia do mety w dystansie 75 km. Oj ciężko było mu dotrzymać kroku, przez ładnych parę kilometrów szliśmy sobie razem i gawędziliśmy o wędrówkach po górach… ale potem na sekundę musiałam się zatrzymać i nie powiadomiłam o tym pana Jędrzeja, bo myślałam że do niego podbiegnę.. ale nie dało rady. Nie sadziłam że aż tak, by w ciągu krótkiej mojej technicznej przerwy tak szybko się oddalił, gdzieś zniknął w szarówce .. Spotkaliśmy się potem na rozdaniu medali – i miło nam się gawędziło. Jesteśmy umówieni na wspólny start za rok. Aha.. tajemnica w kondycji pana Jędrzeja – to codzienne poranne (po 6tej rano) wędrówki… 10 km z prędkością 6 km na godzinę 😉 i powrót na śniadanie do domu… 😉 ot „leniwe” życie emeryta. 😉

To że przez większość czasu szłam w towarzystwie, trochę mnie zwolniło analizy trasy. Chociaż część trasy sobie przeszłam we wrześniu, to jednak w dzień. A w dzień wszystko wygląda inaczej 🙂 w nocy trzeba więcej uwagi i z jednej strony trzeba oświetlać drogę, by nie wywalić się na korzeniach, by nie kopnąć jakiegoś kamienia, albo nie utonąć po kostki w piasku. Bo w tym roku, droga była w dużej części po ścieżkach bardzo piaszczystych. Tak wiec, korzystałam z tego że w idąc z kimś, lub idąc za kimś mniejszą uwagę trzeba poświecić na szukanie oznaczeń na drzewach. W sumie mapę w komórce uruchomiłam chyba tylko dwa razy.

W tym roku niestety raz zdarzyło mi się wywinąć orła. i prawdopodobnie wtedy też…. próbując się uratować przed zaryciem w ziemię, osiągnęłam przez sekundę magiczną prędkość 25 km /h – jak wskazywał mój zegarek. Innego wyjaśnienia tego nie mam tej prędkości. Na szczęście udało mi się tak upaść, że nie pojawiła się żadna kontuzja i mogłam szybko wrócić do wędrówki. Panom, którzy okazali mi wtedy troskę – dziękuję bardzo. I również za późniejsze pogaduchy.

… kawa? co bym szybciej doszła do sił.. i mogła wędrować i dzielić się swoją pasją

Meta dla 50 km


W szkole w Lasocinie była ulokowana komisja, która wręczała tym którzy kończą piernikowy-tymczasowy medal 🙂 miły gest;p
W szkole też była przygotowana dla chętnych herbata, kawa, ciasteczka oraz banany. Można było też skorzystać z toalety.
Sprzed szkoły odjeżdżał bezpłatny autobus do Warszawy.

To co było przemiłe, to to że każdy kto kończył na 50tym kilometrze, dostawał tymczasowy medal – z piernika:) oraz kartkę ze zdjęciem kamienia upamiętniający Andrzeja Zboińskiego z pamiątkowymi stempelkami. Taka miła niespodzianka!. Dziękuję!

To co było fajne w czasie maratonu, to to że można było sobie posłuchać porykiwań jeleni. W końcu rykowisko czas zacząć.
Było też słychać sowy.
Łosi jak zwykle nie spotkałam, ale to moja tradycja.

Dziękuję

Organizatorom dziękuję za przygotowanie tej fajnej imprezy i uroczyste rozdanie nagród.

Dziękuję za rozmowy, towarzystwo i motywacje. Do zobaczenia za rok!

Wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki by udało się dotrzeć do mety – również bardzo dziękuje, Dołączysz do mnie za rok? 😉

Mojemu organizmowi, że dotarł do mety i za to ze dotarł o godzinę i 30 minut wcześniej niż w ubiegłym roku;-) i liczę na więcej w przyszłym roku!

… kawa? co bym szybciej doszła do sił.. i mogła wędrować i się tym dzielić

Wnioski na przyszły rok:


1. pić więcej, 2 litry na 50 km i 9 godzin do dla mnie za mało.
2. buty – takie by nie przepuszczały piasku kampinoskiego.
3. energo-zele by dobrym pomysłem:)
4. wgranie mapy offline na mapy.cz -było dobrym pomysłem 🙂
5.plecak – koniecznie z pasem biodrowym 😉 zwłaszcza ze Pan Jędrzej mówi ze za rok 100 km;-) chociaż narazie moje marzenie to 75 km;)

Moje wyniki:

2022 rok – 50 km – 10h 47m
2023 rok – 50 km – 09h 17m (czyli mniej o 1 h 30 m niż w 2022 – super…)

Przydatne informacje:

Informacje na temat maratonu: https://www.matragona.org.pl/

Zobacz wpis dot. Maratonu Kampinoskiego z 2022