Beskid Mały: Łysa Góra (660) i Czupel (930)

Moja trasa:
I – cześć:
Straconka – Łysa Góra – Chatka Studencka na Rogaczu
GOT około 7
Link do trasy: https://mapa-turystyczna.pl/route/3m23n
II – cześć:
Chatka Studencka na Rogaczu – Magurka Wilkowicka (909) – Czupel (930) – Magurka Wilkowicka (909) – Chatka Studencka na Rogaczu
GOT: 12
link do trasy: https://mapa-turystyczna.pl/route/3m23z
Korona Gór Polskich (KGP): Czupel (930)
Korona Beskidu Małego: Czupel (930), Magurka Wilkowicka (909)
Korona Najwybitniejszych Szczytów Gór Polskich: Czupel (930)
Diadem Polskich Gór: Czupel (930)

Po zakończeniu przejścia Małego Szlaku Beskidzkiego, postanowiłam jeszcze chwilkę powędrować po górach, już leniwie i bez pośpiechu – w końcu swój plan zrealizowałam. Chociaż ciągnęło do domu.. bo buty (salewy), które nabyłam z myślą o MSB zupełnie mi się sprawdziły, i ugotowały mu stopki w ciepły dzień:)… a niby w Górach Świętokrzyskich i w domu, dałam im wycisk.. cóż, życie…zaciskam ząbki, smaruje mazidłem na odparzenia dla niemowląt, i idę dalej….

Góra Sióstr Czarownych: Łysa Góra


Na pierwszy ogień poszła góra moich siostrzyczek Czarownic czyli Łysa Góra, a potem powędrowałam do Chatki Studenckiej na Rogaczu… i miał być to leniwy koniec dnia spędzony na popijaniu herbatki w widokiem na Skrzyczne. Ale chyba wiesz: ile jestem specem od planowania wędrówek po górach i specem od zmiany górskich planów…


Wędrówkę na Łysą Górę zaczęłam w Straconce. Zaczęłam od żółtego szlaku, który wiedzie przez miasto, by wędrowca poprowadzić asfaltową drogą.. i w związku z tym, że asfaltu nie lubię, to porzuciłam go bardzo szybko, o postanowiłam na Łysą Górę dostać się.. na miotle;-).. ale niestety takiego urządzania w swoim plecaczku nie miałam, wiec została mi wędrówka poprzez łąkę, a potem poprzez las. Teoretycznie na mapie wyświetliła mi się że powinna być tam leśna ścieżka, i taka też była przez jakiś czas, ale potem mi się gdzieś w igliwiu ona zgubiła i potem znowu znalazła, i znowu zgubiła… Trasa chyba niezbyt często używana. Cóż siostry czarowne mają miotły i nie muszą stopek zanurzać w igliwiu. . Wiec, po prostu szłam na azymut, pod górę. W końcu siostry z Łysej Góry wzywają. Trzeba przyznać, ze trasa która przebyłam na Łysą Górę – była mięciutka, aż kusiło by zrzucić buty i iść gołymi stopkami.. i bym to pewnie zrealizowała gdyby nie ostre igiełki w ściółce. Przymnie iść po miękkim podłożu, a nie po asfalcie lub mało stabilnych kamieniach.


Po drodze była urocza polanka, niestety w wieżą myśliwska. Gdy zbliżałam się do polany zobaczyłam z daleka jakieś zwierzę. Trochę obawiałam się takiej wędrówki – żeby jakieś dziczej mamy nie spotkać albo nie być ustrzeloną przez myśliwego. Ale nie.. na polanie jadło obiad małe stadko sarenek. Niestety nie udało mi się zdążyć zrobić im zdjęcia, mogłam tylko podziwiać ich długie, smukłe nogi które je szybko uniosły w las. Gdy tak uciekały, przypomniała mi się lektura z nastoletnich lat, która wciskała mnie w fotel – W puszczy – Tytusa Karpowicza. Piękne bajadania o zwierzętach w puszczy. Polecam, muszę zajrzeć do niej ponownie jakiegoś wieczoru.


Po drodze mija się w lesie ogromne mrowiska. Niestety mam złe doświadczenia z przyglądania się ich pracy, ze dwa miesiące temu, gdy wędrowałam po różnych miejscach na Kujawach, chcąc sfilmować mróweczki, nie zauważyłam jak mnie oblazły.. oj ciężko było ich się pozbyć;-) wiec, tym razem pooglądałam sobie je z daleka. Ale wielkość tych mrowisk zrobiła na mnie wrażenie. Chyba tak ogromnych jeszcze nie widziałam. Będą miały co jeść dzięcioły wczesną wiosną;-)


W pewnym momencie moja droga przecięła się ze szlakiem – nomen omnen – czerwonym. Jak by 5 dni wędrowania tym szlakiem to za mało;-) ale nie skorzystałam z niego… nadal jak mały czołg parłam pod górkę. Na sam szczyt i tak nie ma szlaku oznaczonego. A po drodze trafiłam na bardzo ładną trasę, chociaż nie jest to szlak turystyczny… Może siostry czarowne sobie tego nie życzą szlaku turystycznego, bo lubią ciszę i spokój na trasie, tak jak ja.


Na szczycie Łysej Góry, malutka polanka. Miejsce po ognisku i ku mojemu zaskoczeniu tabliczka. To była miła niespodzianka. Siostry czarowne dbają o swoje miejsce najwyraźniej. Miejsce urocze i w sam raz na przerwę obiadową. Potem już powędrowałam do czerwonego szlaku. Czerwonym szłam do Przełęczy Łysej – by tam zmienić go na żółty i powędrować do Studenckiej Chatki na Rogaczu.


Studencka Chatka na Rogaczu


Studencka Chatka na Rogaczu to szczególne miejsce. Bo ku mojemu zaskoczeniu od jakiegoś czasu prowadzona–m.in. przez dawną znajomą, z którą kiedyś pracowałam. Ale po kolei.. wyobraź sobie, że szukam noclegów w ramach MSB i po nim – warunek noclegów: ma być klimatycznie (w moim zrozumieniu tego słowa) i tanio (po mojemu). Wysłałam maila do Chatki, i dostałam informacje że jak najbardziej zapraszają, ze mam rezerwacje i podpisane pozdrawiam Kasia M. i dodany dopisek: „ps. Tak to ta Kasia…” i to było pierwsze zaskoczenie. A na miejscu czekało mnie drugie zaskoczenie – bo okazało się że w Chatce jest też kolega z byłej pracy, z którym też nie widziałam się od lat. Wygląda na to że świat jest mały;-) ciekawe jakie Pan Przypadek szykuje dla mnie jeszcze niespodzianki.


Chatkę na Rogaczu polecam każdemu kto lubi studenckie klimaty, nie musi mieć własnego pokoju z łazienką. Kto umie korzystać ze wspólnej przestrzeni i nie zostawia śmieci, ani nie czeka aż mu ktoś zrobi kanapki. Widok z Chatki na Rogaczu jest przepiękny – bo na Skrzyczne. Wiec, można popatrzeć na najwyższy szczyt w Beskidzie Śląskim – popijając to co przyniosło się w plecaku – Chatka nie oferuje picia/jedzenia – oferuje za to widok i fajny klimat. I właśnie popijając herbatkę, miałam spędzić resztę dnia, ale się nie udało.

Czupel


Leniuchowałam sobie z leżaczku z widokiem na Skrzyczne, gdy usłyszałam, że co niektórzy wybierają się na Czupel – do projektu Korony Gór Polskich. Ja co prawda miałam to w planach następnego dnia, ale… zawsze można iść jeszcze raz, prawda?



Szybko wparowałam do pokoju, wywaliłam wszystko z plecaka z ekwipinkiem na MSB – i szybciutko zbiegłam po schodach. W plecaku został tylko polar, kurtka i woda… i to był błąd.. bo wyrzucając rzeczy, pozbyłam się też czołówki. Ależ to błąd!


I pomaszerowaliśmy na Czupel, zdając sobie nawzajem relacje z tego co się wydarzyło przez te lata nie widzenia się. Po drodze przerwa na podziwianie widoków, chmielowy napój, układanie kamiennych wież widokowych (dla mrówek). Gdy zawędrowaliśmy na Czupel – obowiązkowe zdjęcie z tabliczką szczytową i powrót.


Powrót już nocną porą, oj! Brakowało mi mojej czołówki.. brakowało. I nawet się zgubiliśmy bo przecież na tej wycieczce były 2 osoby i obie z uprawnieniami przewodnika (fakt, nie po górach, ale jednak). Na szczęście spotkaliśmy młodzież wracającą na nocleg i poszliśmy za ich światłem. By potem zastanawiać się jak można zgubić się na tak prostej drodze. Można – ale warunek że wszyscy uczestnicy wędrówki to osoby z licencją przewodnika (żeby nie było – nie chodzi o przewodnika górskiego).


…Ale zdarzyła się przy tej okazji jeszcze jedna zabawna sytuacja. Mianowicie Czupel jest oznaczony dwukrotnie. Przy obu oznaczeniach jest tabliczka, ale przy jednym jest tabliczka ze skrzynką i pieczątką i do tego szczytu nie dotarliśmy. Co odkryłam następnego dnia 😉 dobrze jest dwa razy zdobywać ten sam szczyt. Jest wtedy szansa na zdobycie go na 100% 😉 bo w końcu bez pieczątki mógłby być szczyt nie uwzględniony przy weryfikacji przez surową Komisje KGP.


Szlak – nie jest trudny, ale jest dużo kamieni. I trzeba uważać. Ja osobiście nie przepadam za takimi szlakami. Lubię albo skaliste, albo gdy idzie się po miękkim mchu (jak w Górach Bialskich) albo po ubitej ziemi. Ale nie zawsze się ma to co się lubi. Na pewno uprzyjemnia trasę to, że jest fajny punkt widokowy, i nie ma turystycznych udogodnień i to że mija się łączki.


Studencka Chatka na Rogaczu – jeszcze raz

A po powrocie do Chatki, kleiłam rogacze – jelonki, które były nagrodą w biegu który się odbył w niedziele. I w której troszkę pomogłam bo byłam odpowiedziana za przesunięcie taśmy znakowej, po tym jak biegacze mnie miną, bo inaczej by biegali w kółku… jak chomiki. Fajna zabawa takie klejenie jelonków-rogaczy. Jak w szkole zpt;-)


Wiem, ze nie nadaje się na fotografa w czasie maratonów. Biegacze powinno spokojnie podbiegać, a nie tak szybko, ze nie trudno zdązyć, a co tu mówiąc o tym, żeby zdjęcie coś wyrażało. Wole fotografować kamienie;) chociaż muszę podziękować tym biegaczom którzy machali i wołali do mnie po drodze:) i na ułamek pozowali… pełna wyrozumiałość i współpraca:p Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak Chatka na Rogaczu przygotowała bieg, i pod wrażeniem tych którzy sobie po prostu przebiegli, jak by to był spacer po parkowej alejce…

Przydatne informacje:


Studenckie Schronisko Turystyczne ROGACZ – Chatka na Rogaczu
ul Rogacz 1 (a jak by mogło być inaczej) Wilkowice
e-mail: rogacz@sstrogacz.pl
www.sstrogacz.pl
(jeśli tam zawędrujecie pozdrówcie zarządzających chatką ode mnie)