Beskid Żywiecki – Babia Góra (1725)

Ten dzień miał wyglądać zupełnie inaczej… Trochę inaczej, zaplanowałam sobie trasę, ale wyszło jak wyszło, Wyśmienicie.. chociaż mokro;-) zimno i do domu daleko. Ale to był i tak fajny dzień.

Trasę najlepiej opiszą słowa śpiewane przez Michała Bajora:
Trochę chmur, trochę słońca
Coś z początku, coś z końca
Trochę pieprzu, ciut mięty
Część dróg prostych, część krętych
Ciut poezji, ciut prozy
Trochę plew, trochę ziarna
Taka trasa, taka trasa
W sam raz, idealna

Dzień rozpoczął się wcześnie, bo o 4tej rano. Zgodnie z planem trzeba było tak dojechać do Przełęczy, by najpóźniej o 11-tej wejść na szczyt. I tak mniej więcej się stało. Na Przełęczy Krowiarek czekały na mnie dwa parkingi, chociaż gdy przygotowywałam się do wyjazdu, czytałam że jest problem z miejscami parkingowymi. Bo w końcu to jeden ze szczytów Korony Gór Polskich i drugi najwyższy szczyt w Polsce i jest on ponoć zdobywany tłumnie… W pamięci miałam masakryczne wejście w długi listopadowy weekend na Śnieżkę i miałam nadzieję, że to że jest końcówka długiego weekendu majowego, to już wszyscy wrócili do domu… i nie będzie powtórki ze smutnej rozrywki w wchodzeniu na szczyt w tłumie. Nie myliłam się… całą trasę miałam prawie do wyłącznej dyspozycji, a sam szczyt tylko dla siebie… ale za to jakoś się stało, że się pomyliłam gdzieś indziej;)


Planowana trasa: https://mapa-turystyczna.pl/route/3nnxc – 30 GOTów.
Trasa zrealizowana: https://mapa-turystyczna.pl/route/3nqdi – 39 GOTów – Przełęcz Krowiarki – Hala Śmietanowa – Zawoja, Lajkonik – Las Ryzowane – Schronisko PTTK Markowe Szczawiny – Przełęcz Brona – Babia Góra (Diablak) – Sokolica – Przełęcz Krowiarki

Skąd zmiana trasy? eyy..hy… z powodu nieuwagi;-) Wiedziałam, że z Przełęczy Krowiarki mam wybrać szlak oznaczony na czerwono, wiec, gdy w końcu dojechałam, zaparkowałam, rzuciłam oczkiem na moje cudeńko, czy miejsce które wybrałam dla niego jest „bezpieczne”… pomaszerowałam dziarskim krokiem w kierunku szlaku i pojawił się na drzewie stosowny znaczek i skręciłam. I w górę.

Jakie było moje zaskoczenie, że szlak taki skromniutki, że mało zdeptany. A przecież to słynna Babia Góra. Ale szło się świetnie. Co jakiś czas pojawiały się „plamy” śniegu. Pięknie pnie drzew wystawały z niego… cudnie było. Szlak dzieliłam z jakimś „zielonym plecaczkiem”, który równie dziarskim krokiem jak ja zdobywał wzniesienia i pagórki. Raz nawet za bardzo skręcił w prawo i musiał się wrócić. Trasa fajna, trochę dzika, nie przedeptana tłumnie. Cisza i spokój. Trochę śladów łap i kopyt. Idealna na to by odpocząć od zgiełku miasta i rozprostować nogi po dłuższej podróży cudeńkiem.

I tak sobie zachwycona dreptałam, i nagle odkrycie.. jestem na Hali Śmietanowej! to nie ta trasa, nie ten szczyt. Ale to nic:) Ahoj, Przygodo! Szybkie spojrzenie na mapę. I weryfikacja czy wrócić do Przełęczy Krowiarek, czy uda się ustawić nową trasę. Oczywiście się udało. Więc, powędrowałam dalej.

Miłą niespodzianką, było to że dzięki tej drobnej pomyłce było to że:

a) z Hali Śmietnikowej miałam przepiękny widok na mój cel, czyli Babią Górę. Oj pięknie wyglądała ona w promienieniach słonecznych. Cudownie oświetlona. Sam zachwyt.

b) poznałam nieplanowaną trasę:)

c) zdobyłam o 9 więcej punktów GOT;)

Na Hali Śmietanowej spotykam dziewczynę siedzącą na skałce i podziwiającej Babią Górę. Dołączyłam do niej, zresztą był czas na obiad…czyli herbatka z termosu, w ulubionym kubku i kanapeczka z pięknym widokiem… Niestety nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe wylegiwanie na skałce. Szlak wzywał.

Zejście było fajne, strome, dzikie. Po drodze spotkałam dwóch rowerzystów górskich. Pełen podziw. Ja wole jednak bardziej płaskie powierzchnie. A po chwili kolejne osoby pytające „daleko jeszcze?”. No dobra. ale do czego? do Babiej Góry, czy tylko Hali Śmietanowej? Ale w sumie niedaleko…;-)

Trasa poprowadziła mnie do wieży widokowej na Mosornym Groniu (1045m n.p.m). Na ten szczyt można wjechać kolejką. I to wyjaśniło mi, to skąd nagle za Halą Śmietanową pojawili się ludzie na szlaku. Oni po prostu wjeżdżali na szczyt, wchodzili na wieżę, czasami przeszli się kawałek w górę.

Na wieżę też oczywiście weszłam:) a co.. skoro jest opcja wejść wyżej :p… na wieży niespodzianka… Babia Góra po chwili zaczęła się zasłaniać chmurami. Ot, teatr. W sumie można by było tak stać i stać i delektować się tym chmurnym teatrem.
Zaczęło mżyć. Nic to, no przecież byle mżawka nie popsuje mi wędrówki.

Z wieży jest naprawdę piękny widok.

Trasę od wieży na Mosornym Groniu przecinają ścieżki rowerowe. Trochę trzeba uważać, bo rowerzyści mkną po nich jak szaleni. Podziwiam ich odwagę i sprawność. Po chwili kończy się trasa, przecinając przepiękną górską rzekę (Jaworzynkę) i trzeba przejść przez mostek.

A potem kawałek asfaltu w Zawoja-Lajkonik i wspinaczka trasą Ryzowane, wśród domków, aż do lasu:) Po chwili – cudny widok na Babia Górę i znowu bez chmur, wyglądała jak by zapraszała do siebie. Taka obietnica.

Trasą doszłam aż do Schroniska PTTK Markowe Szczawiny. Im było bliżej schroniska tym droga była bardziej ośnieżona.W schronisku widziałam ostatnich ludzi „na szlaku”, od tego momentu szlak był już tylko do mojej wyłącznej dyspozycji.

Za schroniskiem zaczęła się wspinaczka. Śnieg na początek, im wyżej tym głębszy. Pod moim ciężarem zapadający się, wiec mojego biedne kolana dostają na takiej trasie mocno w kość. Ale do szczytu coraz bliżej, wiec jest radość zdobywania szczytu.. jeszcze troszkę.. jeszcze chwilkę, i będzie Przełęcz Brona (1408 m n.p.m.). Samo wejście, bardzo ciekawe. Wydeptana ścieżka w wąskim tunelu. I w końcu jest Przełęcz Brona. Znów zaczyna mrzyć. Kusi by szybko wejść na Mała Babią Górę. Szybko przeliczam potrzebny czas.. i z żalem rezygnuje. Czasu mało, mżawka zamienia się w deszcz, robi się buro i ponuro.. no nic, Mała Babia Góra (Cyl – 1516 m n.p.m) musi poczekać… Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tylko kilka dni.;-)

Wejście na szczyt Babiej Góry – nie odbywa się w blasku zachodzącego słońca, jak sobie wymarzyłam. Ostatni blask słońca był na Przełęczy Brona. Potem już tylko ponure chmury, po chwili intensywny grad. Nawet się cieszyłam, że grad a nie deszcz. Grad ładnie się odbijał od ubrań, plecaka.. owszem na twarzy czułam jak pogoda mi robi piling… cóż.. za free… pocieszałam się, że za raz przestawnie. Niestety tak się nie stało. Intensywnie zacinający pod kątem grad, zamienił się w ulewę, oberwanie chmury. Nie zdążyłam włożyć na sobie wdzianka od deszczu, i po chwili poczułam jak spływa mi woda po nogach prosto do butów.. i po chwili zaczyna się przelewać pomiędzy pałacami. Wiatr, intensywny deszcz… Same atrakcje. W końcu wchodzę na szczyt góry, która nazywana jest Kapryśnicą. Chociaż, gdy ja wchodziłam, i wspominałam, jak jeszcze kilka godzin temu w słońcu pokazywała swoje oblicze, a teraz zalewała mnie woda – pomyślałam że nazywanie jej Kapryśnicą to zbyt delikatne. Toż to jędza okropna. Jak mogła, nie po to przejeżdżam 400 km, by teraz rezygnować.

Na szczycie ukrywam się za murkiem. Zakładam w końcu (chociaż trochę za późno) pelerynę od deszczu i zdejmuje buty. Skarpetki wyciskam… to samo robię z wkładami od butów.. i mokre zakładam na stopy. Robię szybkie zdjęcie wierzchołka i ulewa przestaje dokuczać… i nawet jak się rozjaśnia.. Ejć! Kapryśnico.. to nie fair….

Ze szczytu prawie zbiegam…. Nie wolno mi się wychłodzić, w końcu przede mną, kilka dni chodzenia po Beskidzie Żywieckim, nie wolno mi skracać sobie wytęsknionego urlopu. Nie ma czasu na chorobę. To nic, że jestem głodna i chce mi się pić. I że wszystko mam w plecaku. Nie mogę się zatrzymać nawet chwilkę, bo gdy tylko zwalniam przenika mnie zimno. Wiec, biegusiem… na parking gdzie czeka na mnie cudeńko, a w bagażniku suche ubrania. Po drodze zakładam raczki, padający deszcz, zamienił zejście w ślizgawkę. Robi się ciemno. Wiec, wyciągam czołówkę. Gdy dotarłam do cudeńka, było już zupełnie ciemno. Na parkingu oprócz mojego autka, stało jeszcze jedno. A kilka dni później, na forum ktoś zamieścił piękny zachód słońca z Babiej Góry z 3 maja. Ejć, Kapryśnico…. tak, nie wolno… wrócę na Ciebie.. i proszę bez ulewnego deszczu.

Ale tak czy inaczej to był fajna wędrówka i zostało wiele wspomnień;-) .. i zarwana noc.. bo trzeba było wysuszyć buty, mała turystyczną suszarką…;-) to nic… kolejne fajne trasy na mnie czekały:)

Przydatne informacje:

Parking Przełęcz Krowiarki – płatny, niestrzeżony.

Schronisko PTTK Markowe Szczawiny
Babiogórski Park Narodowy (patrz: sekcja bilety)